Fot. zdjęcie podglądowe

Jak podają media Jacek to przedsiębiorca, który na co dzień dużo podróżuje po trójmieście. Kiedy widzi źle zaparkowane samochody, robi zdjęcia i wysyła je do Straży Miejskiej. Po jednym z donosów Jacek sam został ukarany.

Mężczyzna zgłosił sopockiej Straży Miejskiej, że zauważył cztery źle zaparkowane pojazdy. SM przekazała, że w sprawie wyjaśnienia okoliczności zdarzenia Jacek ma stawić się w ich siedzibie. 

Termin ustalono na 24 czerwca. Jacek mieszkający w Kosakowie, nie zamierzał jednak przyjeżdżać do Sopotu. Sprawę chciał załatwić zdalnie, tłumaczył też, że nie chce odwiedzać budynku Straży Miejskiej ze względu na koronawirusa.

Termin wezwania minął, a Jacek nie pojawił się w Sopocie. W związku z tym został nagrodzony mandatem w wysokości 1000 złotych. 

Komendant sopockiej Straży Miejskiej Tomasz Dusza wytłumaczył dlaczego – Organ prowadzący czynności wyjaśniające ma prawo wezwać w charakterze świadka osobę, która przysłała zdjęcie lub film w celu wyjaśnienia wszelkich aspektów ujawnionego wykroczenia, na przykład czy są inni świadkowie, doprecyzowanie dnia czy godziny zdarzenia. Z treści zawiadomienia Pana Jacka nie wynikało nawet, czy to on był naocznym świadkiem wykroczeń, czy nagranie otrzymał od osób trzecich.

Jacek odwołał się od kary, jednak nie do sądu, a do Straży Miejskiej, która nie może rozstrzygnąć tej sprawy. Mężczyzna tłumaczy się, że nie wiedział, do jakiego organu może odwołać się w związku z mandatem.

SM twierdzi jednak, że Jacek zna procedury, gdyż nie jest to jego pierwsza sprawa. Wcześniej niejednokrotnie żądał m.in. zwrotu kosztów dojazdu, w związku z czym toczyła się sprawa w sądzie. Przy innej okazji próbował wycofać swój własny donos.

Źródło: nczas.com / wp.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here