Fot. Screenshot

Kiedy w Stanach Zjednoczonych odbywają się protesty po zabójstwie George’a Floyda, mieszkańcy Meksyku wyszli na ulicę z powodu podobnej sytuacji, w której zabity został Giovanni López.

4 maja policja w Tlajomulco de Zúñiga w stanie Jalisco zatrzymała pracownika budowlanego, który znajdował się na ulicy, bez założonej maseczki ochronnej.

Około godziny 9:30 kiedy mężczyzna przechodził przez Olivio Frantoio, miało do niego podejść siedmiu policjantów, którzy pilnowali ulicę. Jeden z nich zakuł go w kajdanki i zabrał na posterunek.

Jak udało się ustalić ofiara przez noc była więziona i bita przez 10 funkcjonariuszy. Na drugi dzień rodzina została wezwana do szpitala, gdzie znajdowało się ciało zamordowanego.

Fot. Giovanni López, mat. prasowe

Lopez zmarł na skutek rozległego urazu mózgu, na jego ciele widniały jednak liczne ślady po torturowaniu oraz rana postrzałowa lewej nogi.

Co więcej według rodziny ofiary, burmistrz miasta Eduardo Cervantes proponował łapówkę, za to aby nagranie nie trafiło do sieci. Kwota miała wynosić 200 tysięcy pesos, czyli około 9,2 tysiące dolarów. Rodzina nie zamierza dać się przekupić, w związku z czym miała być zastraszana i grożono jej śmiercią.

Kiedy nagranie pojawiło się w sieci prokuratura stanowa wszczęła śledztwo, które ma na celu ustalić wszystkie okoliczności zajścia oraz co naprawdę się wydarzyło w nocy z 4 na 5 maja.

Sprawa jednak cały czas stała w miejscu, nikt nie został aresztowany, ani nie postawiono żadnych zarzutów. W związku z czym Meksykanie zaczęli protestować.

Fot. aresztowani w sprawie zabójstwa, policja

Gubernator szybko ogłosił, że do sprawy zatrzymano kilku podejrzanych i każdy, kto przyczynił się do śmierci Lopeza, odpowie za to. Dodał także, że według jego informacji mężczyzna nie został zatrzymany z powodu braku maseczki. Gubernator nie potrafił jednak podać innej przyczyny ataku policjantów na ofiarę oraz przetransportowania jej na posterunek.

Źródło: dailymail.co.uk

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here